środa, 20 maja 2015

the devil's in the detail

sweterek F&F (sh) | spódnica Mohito | szal, torebka, buty Zara

zdjęcia: matkapollka

Kolejny raz maksi. Przepraszam, kusiła, ale obiecuję, w następnym wpisie górę wezmą krótkie długości.
Pierwotnie ten zestaw miał się składać jedynie ze sweterka, spódnicy, torebki i butów. Tak, JEDYNIE, choć część z Was może powiedzieć, że to przecież już prawie całość. No właśnie, prawie robi wielką różnicę. Nie przypadkowo tytuł brzmi "diabeł tkwi w szczegółach" (czcionka nie posiada polskich znaków stąd też padło na język angielski). Gdy stanęłam w tym zestawie przed lustrem, bez szala i bransoletek, wierzcie mi, to był ŁADNY zestaw, dzięki kolorystyce (jedno z moich ulubionych połączeń, duża zasługa bzu) i zróżnicowanym fakturom, jednak brakowało mu tego czegoś. Szału nie było i pojawił się w chwili nałożenia bransoletek. Nie sądziłam, że czasem tak mały element jest w stanie "zrobić" stylizację. Jednak jak się okazuje szal zagwarantował jeszcze lepszy efekt. Chwycony w biegu przy wyjściu z pokoju, tak na wszelki wypadek, jakby było mi zimno (nie mogłam znaleźć odpowiedniego okrycia na wierzch) okazał się strzałem w 10! I choć nie przepadam za połączeniami ciemnych kolorów, jak np. czarny z granatem, czy butelkowa zieleń również z granatem, to w tym przypadku nie odczuwam zgrzytu (dużą rolę odgrywa tu delikatny fiolet sweterka). Takim sposobem powstał kolejny zestaw "awaryjny" na gorsze dni i brak weny, a także stylizacja, obok której ciężko przejść obojętnie ;)

niedziela, 17 maja 2015

Bez

 koszula Mohito | spódnica Allegro | szpilki Aldo | torebka Pimkie

zdjęcia: matkapollka

... ściemy. 100% mnie, choć te pastelowe kolory mogą nieco budzić u niektórych wątpliwości (czasem sama zastanawiam się, czy "nie nawiedzę pasteli" powinno być tak często wymawianym przeze mnie zdaniem). Ale prawda jest taka, że ta stylizacja składa się z trzech elementów, z jakich możecie kojarzyć mój styl i z pewnością właśnie te trzy elementy w dużej mierze go budują. Zatem, co my tu takiego mamy? Są kolory i są wzory, i bez nich nie wyobrażam sobie całego przemysłu modowego. Z pewnością wyznawcy minimalizmu i klasycznej gamy kolorystycznej (czerń, biel, szarości i beże) mnie zjedzą, ale w moim odczuciu te dwa elementy dają poczucie oryginalności danym rzeczom, czy stylizacjom. Wyobraźmy sobie dwie sytuacje. Pierwsza - stylizacja powyżej cała w czerni. I tu miłośnicy czerni pieliby z zachwytu, gdzie ja narzekałabym, że wieje nudą i powtarzalnością. Szaleństwo powyższej propozycji tkwi w dopasowaniu kolorystyki spódnicy i butów do kolorystyki koszuli, a także kombinacji ptasiego nadruku z paskami na szpilkach. Druga sytuacja - wyobraźcie sobie typową sukienkę New Look, jakie Dior wpuścił na rynek w 1947. I teraz, jedna cała czarna, druga uszyta z barwnego materiału o kwiecistym motywie lub cała wyszyta kwiatami. Osobiście zwróciłabym uwagę na te drugą. Byłaby charakterystyczna i nietypowa. Doceniłabym kunszt projektanta i jego wyobraźnię, wizję na daną kreację. Z pewnością gdybym zobaczyła ją na żywo, przykleiłabym się do gablotki, w której tenże cudowny eksponat byłby wystawiany. Często brak mi słów, gdy muszę opisać piękno danego projektu, czy sesji (oczywiście w przypadku użycia kolorów i wzorów). I choć wiem, że moje słownictwo nie jest bogate w stopniu, w jakim bym chciała, to nie jest to jedyny powód sprawiający, że staje się to dla mnie pewnego rodzaju trudnością. Takich kreacji zwyczajnie nie da się opisać i wierzcie mi, reporterzy oglądający na żywo pokazy Balenciagi również mieli ten sam problem. Dlatego także widząc czarno - białe sesje modowe czuję się znudzona przy przewracaniu tych 8, czy iluś tam kartek i staram się, jak najszybciej, przejść dalej. Czarno - białe sesje są dla mnie zrozumiałe tylko w jednym przypadku - przy wiodącej geometrycznej tematyce sesji i użyciu tylko tych dwóch, kontrastujących ze sobą barw. Skoro słowa nie potrafią oddać piękna danych projektów, to niech zdjęcia mają swoją zasługę w przybliżaniu nas do znakomitości projektów (choć jak wiadomo i one w 100% nie oddadzą efektu wizualnego).
Ostatnim, a także nieodłącznym elementem charakteryzującym mój styl, są zwiewne rzeczy. Nieważne czy to spódnica, top, koszula, sukienka, czy płaszcz. Rzadko kiedy do mojej szafy trafiają rzeczy o geometrycznym, pudełkowym kształcie, a jeszcze rzadziej obcisłe (typu tuba szczególnie!). Te zwiewne wiodą prym. Dają mi 100% swobody, na której zależy mi każdego dnia. Nie uważam, że lekkie i eteryczne rzeczy odbierają kobiecości, wręcz przeciwnie! Moim zdaniem to, jak w nieoczywisty sposób "pracują" z ciałem, działa bardziej bardziej na zmysły, szczególnie gdy pozostawia się kilka niedopiętych guzików koszuli ;)

środa, 13 maja 2015

sukienka "jednorazowa"

 sukienka H&M | koszula Mohito | torebka Paulina Schaedel

zdjęcia: matkapollka

Nie raz słyszałam, że nałożenie butów i torebki do sukienki to nic skomplikowanego. I jestem w stanie się z tym zgodzić. Nie raz widzę, czy to na ulicy, czy na polskich portalach modowych, dziewczyny w zbliżonych sukienkach wyglądające jak klony. Każda stara się wyglądać lepiej od koleżanki z sieci, a w efekcie końcowym mam wrażenie, że różnią się jedynie kolorystyką. O ile nie uderza mnie to (tak mocno), gdy widzę takie stylizacje na ulicy, to jednak nie będę ukrywała, irytuję się, gdy widzę kolejną taką samą propozycję u kolejnej blogerki. W końcu to od blogerek oczekuje się kreatywności i to one mają być źródłem inspiracji, a jak tu się inspirować, gdy wszystkie, jakby w zmowie, postanawiają tworzyć armię klonów?
Są sukienki maksymalnie uniwersalne, które można nosić na 1000 i jeden sposobów i za każdym razem będą świetnym wyjściem w nagłej sytuacji (w mojej szafie chociażby sukienka z poprzedniego wpisu; na wesele bym w niej nie poszła, ale jest mnóstwo innych okazji,  kiedy mogłaby się sprawdzić idealnie) i są sukienki trudne, osobiście określam je "jednorazowymi". Jednorazowymi, jeśli chodzi o sesję na bloga. Wersję z Conversami, czy balerinami (czyli bardziej sztampowe rozwiązania) pozostawię dla przechodniów mojego miasta, a Wam prezentuję najciekawszą opcję, jaka zaistniała w mojej głowie. Kto wie, może ją jeszcze kiedyś zobaczycie ;)

niedziela, 10 maja 2015

biała strzała

sukienka SoSimply | sweter Monashe | torebka Paulina Schaedel | szpilki Deezee

zdjęcia: matkapollka

Chwilę miałam wyrzut, że zawaliłam Was zdjęciami, ale gdy zobaczyłam na pewnej stronie po 30 zdjęć do każdego wpisu i każde niemalże identyczne, sumienie mam już czyste. Zresztą, to taka mała rekompensata po ostatnim wpisie ;) 
Zastanawiacie się czasem skąd biorą się nazwy blogów osób, które obserwujecie? Maffashion nieraz mówiła skąd pomysł na nazwę jej strony, Jess też jest oczywista. Styloly zdaje się być zrozumiała, jak i Marionetka mody, Po drugiej stronie lustra, Rozalia Fashion, Diane Fashion, Invisiblefashion, Ubrana nie przebrana,  i jeszcze wiele innych tytułów zawierających w sobie człon "moda", "fashion", "komoda", "lustro" i inne, zbliżone, dające jasno do zrozumienia, że jest to blog MODOWY. Ale Neonowa Strzała? Trochę zagadka. Nawet lekkie poczucie lęku, że jak się wejdzie na stronę, to zastanie się sam kicz, bijące po oczach neony i generalnie faszyn from raszyn. Cóż, część może czuć się rozczarowana, część z ulgą pozostaje dalej na stronie. 
Wybierając z Polą nazwę (część z Was może nie kojarzyć Poli, która odeszła z Neonowej we wrześniu zeszłego roku) zależało nam na czymś oryginalnym, przyciągającym uwagę choć na chwilę i nie ginącym w tłumie innych nazw. Ola&Pola Fashion i wiele innych tytułów przeszło nam przez myśl, jednak w dobrym momencie się ocknęłyśmy, że nie tędy droga. 
W efekcie końcowym padło hasło Neonowa Strzała i przyjęło się aplauzem na stojąco. A skąd taka nazwa? Na Poli samochód mówimy Neon, na mój Biała Strzała i połączenie tych dwóch określeń dało nazwę bloga. I dziś na zdjęciach gości Strzała, a zdjęciami zajął się nikt inny, jak Pola. Daleko od Neonowej nie uciekła ;)

czwartek, 7 maja 2015

feel free

 sweter sh | spódnica Allegro.pl | torebka Pimkie | szal H&M | buty Deezee 

Czuje wiosnę, dosłownie czuje ją wszędzie. Delikatnie stara się musnąć moje receptory, ale robi to jednak z tak ogromną siłą, że odczuwam ją doskonale. Daje mi siłę, radość, wigor. Więcej chęci do uśmiechania się, więcej chęci do wychodzenia z domu, więcej chęci do tworzenia. Pobudza moje zmysły. I cholernie cieszę się, że nadeszła. Kocham zimę, całym sercem, ale to wiosna co roku popycha mnie do działania i pokazuje, że mogę więcej. I mogę mniej. Mniej się stresować, mniej przejmować. Żyć i cieszyć się chwilą. I w to właśnie wiosną czuję się wolna. Czuje, że moja dusza jest wolna. Od smutku i przygnębienia. A radość dają mi najdrobniejsze rzeczy, jakie tylko mogą przydarzyć się podczas dnia. Pani Wiosno, fajnie że jesteś, bo dzięki Tobie świat jest piękniejszy, a ludzie stają się lepsi ;)

niedziela, 3 maja 2015

kolorowa tęcza

sweter sh | spódnica Mohito | torebka Paulina Schaedel | okulary H&M 

zdjęcia: matka pollka


PODDAJĘ SIĘ! Dłużej bez koloru nie mogę. Sorry, ale kolorowe wstawki butów mi już nie wystarczają, choć przyznam, że korzystając z ich kolorystyki sprytnie przeszłam do kolejnego wpisu :D Nie myślcie jednak, że zainspirowały mnie do stworzenia tej stylizacji. Ten miks powstał w mojej głowie, gdy zastanawiałam się, czy warto zostawić te spódnicę w szafie, czy jednak ją zwrócić do sklepu (kilka ułożonych zestawów + "uratowanie" mnie przed wyjściem z domu zadecydowało o tym, że odcięłam metkę szybciej, niż jesteście sobie w stanie wyobrazić). 
Przeglądałam ostatnio moje inspiracje zgromadzone na dysku i zatęskniłam za kolorami. Za wzorami. Za wszystkim, co w moim odczuciu urozmaica i ożywia stylizację. Jasne, szarości są cool, ale po nie wolę sięgać sporadycznie (choć ostatnio pasuje bardziej tu słowo nagminnie). Kolor to mój żywioł. Na próżno może Wam wyjść szukanie mnie na stronie Ładni ludzie ubierają się na czarno, bo w takiej wersji można mnie spotkać jedynie przy okazji pogrzebu (ostatnio gdy wybrałam total black look, nawet moja Mama mnie nie poznała!). Nie odbieram czerni jako bezpiecznego mundurka, nie czuję się w niej piękna i nie daje mi ona poczucia artyzmu (tak na marginesie, ale ważnym marginesie, polecam artykuł Gosi Boy, właśnie o minimalizmie kolorystycznym wśród młodzieży, bardzo kontrastowa tematyka w stosunku do mojego wpisu i myślę, że idealnie uwypuklająca fakt, jak mało z nas nosi kolory). Za to z kolorami jest już zupełnie inaczej. Łącząc je czuję, jak budzi się we mnie artystka. Budzi się we mnie życie i radość. Bo to one dają mi powera. One mnie hipnotyzują i to one dają kopa do kreatywnego myślenia. Ale wśród tych kolorów mamy jeszcze pastele, o których nie raz mówiłam, że to nie moja bajka. Jest wiele innych księżniczek, które z chęcią je noszą. Te Kopciuszki i Śpiące Królewne. A ja tylko obserwuję i na widok połączenia błękitu z różem,  mój mózg rzyga tęczą. Ale bardziej kolorową i  mniej infantylną. Tęczą z charakterem. I choć jest nam dość znana, to za każdym razem przyglądamy się jej z fascynacją. I choć wiem, że na 100% to połączenie kolorystyczne nie jest Wam obce, to czy na co dzień właśnie w takiej wersji kojarzycie pastele? ;)

środa, 29 kwietnia 2015

prawo do butów

 sukienka SoSimply | ramoneska H&M | torebka Mango


Pamiętacie ten odcinek Seksu w Wielkim Mieście, w którym Carrie idzie do koleżanki na imprezę w swoich nowych szpilkach od Manolo Blahnik'a i niestety już w nich nie wraca, bo dotknęło je magiczne zniknięcie? Ja pamiętam doskonale. Musiała wracać w butach koleżanki. Ale w jakich! W trampkach. I była cholernie z tego powodu niezadowolona. Po pierwsze, w końcu to były nówki szpilki, które musiała zdjąć w mieszkaniu, gdzie normalnie tego nie robi i później, co jest dość jasne i przewidywalne, już ich nie odzyskała. Po drugie, że wracała w butach na płaskim obcasie, w dodatku, butach o charakterze sportowym. Sześć przecznic starczyło, aby je zdjęła i wróciła na boso. Ja przeszłam jednak znacznie więcej niż sześć przecznic. Chwilowo zrywam znajomość z moją nowojorską koleżanką, która na pytanie: "Heels or flat shoes?" odpowiada wymownym spojrzeniem, i do sukienki zakładam moje ulubione adidasy (swoją drogą, uwielbiam jej mieszkanie; obejrzycie filmik, będziecie wiedzieli o czym mówię). Nie z musu, a z przyjemności. Mogę powtarzać do oporu, uwielbiam te buty i okazuje się, że pasują do mojej garderoby bardziej, niż mogłam się tego spodziewać. Do głowy napływają nowe pomysły, z czym tu je ciekawie połączyć i przyznam szczerze, że każdej stylizacji nadają miejskiego charakteru. Za to chyba lubię je najbardziej! 
Jeśli chodzi o sukienkę, w ogóle jeśli chodzi o sukienki, to jest to temat na głębsze rozważania, na tyle, że z pewnością podejmę się tego tematu we wpisie, który będzie zdominowany bardziej zwariowaną i mniej uniwersalną kiecą. Tym razem wybór padł na szarą midi, którą już dobrze znacie, co może jedynie świadczyć o jej szerokiej funkcjonalności. I tak, bez względu na to jakie dobiorę do niej buty, ona zawsze prezentuje się rewelacyjnie. Rewelacyjnie w moich oczach. A jak to M. mawia: "To sobie masz się najbardziej podobać." ;)