czwartek, 27 sierpnia 2015

zoom na trendy - paski

Mam nadzieję, że po ostatniej dawce pasków na mojej stronie nie macie ich jeszcze totalnie dość i z chęcią przejrzycie to, co Wam przygotowałam. 

To, że paski są nieśmiertelnie modne wiadomo nie od dziś. I to, że ja je uwielbiam, jak zresztą większość kobiet, również wiadomo nie od dziś. Ale jak pewnie zauważyliście, jestem miłośniczką każdego rodzaju pasków i wierzcie mi, na widok tych bardziej szalonych i kolorowych oczy mi się świecą jak pięciozłotówki (tak, tak właśnie się dzieje za każdym razem, gdy otwieram szafę i nawet ukradkiem spojrzę na sukienkę z poprzedniego wpisu :D). Moim dodatkowym modowym szczęściem jest to, że Matka Natura obdarzyła mnie zdolnością do łączenia wzorów i kolorów. Zatem paski, a w szczególnie w takiej postaci jakie były serwowane na wybiegach, zarówno jeśli chodzi o kolekcję wiosna - lato 2015, jak i jesień - zima 2015/16, są niemalże przeznaczone mej osobie (niedowiarków odsyłam do poprzedniego wpisu, jak i moich dwóch ulubionych, dobra, trze ulubionych, dobra, czterech, jeśli chodzi o wpisy paskami+paski, czy paski+inny wzór, z poprzedniego lata; 1., 2., 3., 4.). 

A teraz koniec tego schlebiania samej sobie i pora na przegląd wybiegów. A jako, że mamy jeszcze lato, pozwolę sobie zacząć od kolekcji wiosna - lato 2015, które są kopalnią inspiracji nie tylko jeśli chodzi o letnie stylizacje.
Jak zauważyliście powyżej, pozwoliłam sobie trend ten podzielić na trzy kategorie: monochromatyczne, czyli zachowane w kolorystyce czerni i bieli, dzienne, czyli takie, które sprawdzą się w codziennych stylizacjach, które wybieramy wychodząc do miasta załatwić sprawy, do biura, na spotkanie z kumpelą, czy wyjazd poza miasto oraz ostatnia kategoria -  błysk, czyli wszelkie propozycje, które sprawią, że nie da się obok nich przejść obojętnie. 

Projekty Altuzarry mogłabym zarówno zaliczyć jeszcze do dziennych, ale i do tych, od których nie da się oderwać spojrzenia. Projektant już nie pierwszy raz serwuje nam ubrania z motywem pasków o zbliżonym kroju do tych, z pierwszego zdjęcia, ale kompletnie nie mam mu tego za złe. Są kobiece, świetnie podkreślają sylwetkę, a w dodatku niesamowicie stylowe. Płaszcz z drugiego zdjęcia z pewnością byłby trafioną inwestycją na lata. Projekty Cushnie Et Ochs i DKNY zdaje się, że są świetną opcją, jeśli chodzi o mój gust - tak, chodzi o te połączenia wzorów. Świetny dowód na to, że paski z paskami potrafią genialne współgrać (i, kolejny raz, modelować sylwetkę), jak i paski z innymi wzorami. Podobno zestaw, aby miał ręce i nogi, należy zachować w tej samej tonację kolorystycznej, gdy w grę weszły wzory. Osobiście jednak uważam, że jeśli ktoś ma fantazję do łączenia wzorów i kolorów, nie musi trzymać się tej zasady, a w efekcie uzyska coś bardzo oryginalnego. Givenchy serwuje kobiece kroje, luźne tkaniny, skontrastowane ze skózanymi kozakami za kolano - kobieco i z pazurem. I na koniec cudo z domu mody Oscar de la Renta. Śmiało się przyznaję, że mój fetysz na sukienki o tym kroju dawno minął i im częściej widzę nastolatki w takich abażurach, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to już nie dla mnie. Aż pojawia się taka perełka na wybiegu i burzy mój światopogląd. Jestem w stanie zerwać z moimi przekonaniami dla tego jednego, jedynego razu. Paski, czerń i biel, piórka. Oszalałam, ale mam wrażenie, że ta sukienka jest stworzona z dedykacją skierowaną do mojej jakże skromnej osoby :D Klasyka i czar w jednym - o nic więcej nie mogłabym prosić!
Niesamowicie podoba mi się propozycja Donny Karan na miejskie stylizacje. Wiecie doskonale, że łączenie różnych długości jest w moim stylu. A tu mamy długości i wzory. Rozwiązanie dość niebezpieczne dla niskich osób (w tym również mnie), ale z pewnością szalenie stylowe i, co cenię najbardziej, odważne i niesztampowe. W propozycji od Marni podoba mi się długość spódnicy, jak i jej konstrukcja. Warstwy ciekawie grają podczas ruchu pokazując równocześnie rozmaitość użytych materiałów. Ogromny plus za połączenie bieli z kolorem khaki. Niby nic nieoczywistego, a jednak patrząc na te kombinację wydaje się ona świeżym pomysłem. Dochodząc do końca tych dziennych propozycji, mamy letnią koszulę, a z taką kombinacji jest wiele. Z pewnością jest bardziej uniwersalna niż części z Was może się wydawać, a dobrze ograna może nadawać się nawet do biura (nie mówię o korporacjach ze sztywno wytyczonym dress code'm). 
Na koniec, chyba moja ulubiona kategoria. Och, BALMAIN. Proszę Was, chyba nie muszę pisać za wiele szczególnie, że w niejednym wpisie wspominałam, jak bardzo uwielbiam projekty Oliviera. Tak, te mnie również zachwycają. Długości, kolory, kroje, tkaniny. I przyznajcie, mogłabym pójść w mojej sukience w paski po wybiegu i gdyby Anna Wintour pominęła obserwację mojej sylwetki, wciąż zachwycając się projektem z pierwszego zdjęcia, nawet nikt by nie zauważył, że wparadowałam bez proszenia :D Ok, jasne, że żartuję, ale każdy marzyć może, a ja mi się marzy szafa wypełniona ubraniami z metką Balmain. Na koniec sukienka od Jill Stuart nadająca się świetnie na wieczorne wyjścia, choć znając mnie, nosiłabym ją z klasycznym trenczem i czarnym workiem. Całe szczęście, że ta modelka ma prawie 180 cm wzrostu, nie muszę się martwić o to, że niepotrzebnie by mi skracała nogi :D 

A teraz, spójrzcie chwilę za okno, wstańcie, wyprostujcie kolona i jedziemy z jesiennym przeglądem. 
I jeśli mam być szczera, jestem przekonana o tym, że jeśli bym skleiła te wszystkie sylwetki razem (wszystkie, czyli kolekcję letnią z zimową), to osoby nieoglądające wybiegów, nie byłyby w wstanie stwierdzić, które propozycje są na którą porę roku. Tak, ja też miałabym z tym problem. Bo o ile momentami płaszcz, czy sweter zdradza nam całą prawdę, o tyle częściej można nieźle się pomylić. 
W przypadku kolekcji jesiennej nie będę się rozpisywać w stosunku co do każdej sylwetki, gdyż mogłabym skopiować tekst z góry i jedynie pozmieniać nazwy domów mody. Przyznam jednak, co również miało miejsce rok temu, że ogromnie mnie cieszy bogactwo kolorów na wybiegach. Jesień, w moim odczuciu (staram się wszystko obierać pozytywnie) jest niesamowicie piękną porą roku, zatem dlaczego mamy celebrować jej nastanie szarością i czernią? Nie pogrążajmy się sami tymi smutnymi kolorami, bo tym bardziej w te krótsze i chłodniejsze dni będziemy tracić humor. To samo tyczy się zimy. A wyobraźcie sobie ten biały (ok, czasem szary lub czarny) śnieg dookoła i ludzi ubranych w kolorowe płaszcze, czapki i szaliki. Coś pięknego. Dlatego raduję się ogromnie, gdyż to, co zobaczymy na wybiegach, niewiele czasu później, odzwierciedlone, trafia do sieciówek. I mogę Wam powiedzieć, że moją jesień widzę w kolorach takich jak bordo, róż, musztarda, fiolet, czy biel (takie mam nadzieję, w końcu pieniądze nie mnożą się tak szybko jak kurz w moim pokoju). I Was, po tej powyższej dawce inspiracji, również zachęcam do urozmaicenia szafy o jakieś kolorowe ubrania (tylko nie rajstopy, no chyba, że jesteście mistrzyniami noszenia kolorowych rajstop i wychodzi Wam to jak z wybiegu Prady lub jeszcze lepiej ;)).

Aby Wam nieco ułatwić ostatnie letnie zakupy, czy przygotowanie garderoby do jesieni, przejrzałam oferty niektórych, łatwo dostępnych każdemu, sieciówek i ich propozycje ubrań w paski. Część z wyprzedaży, część już nowych kolekcji. Mam nadzieję, że mój dodatek zakupowy Wam nieco pomoże :) 
 1. 1a. 2. 3. 3a.
1. 2. 3. 4. 5. 6. 
1. 2. 3. 
1. 2. 3. 
 Zdjęcia z pokazów pochodzą ze strony Elle.pl oraz vogue.co.uk.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Dziewczyna Hedi'ego, a może Oliviera?

 sukienka Papaya via Mishmash | torebka Zara | szpilki Aldo | zegarek Cluse via Time&More | bransoletka Pandora 

No właśnie, choć oczywiste jest to, że jestem wierna jednemu z nich (oczywiście, że Olivierowi), to jednak czasem zdradzam go z Hedi'm. Przepraszam, ale nic na to nie poradzę. Jestem w stanie nosić dosłownie WSZYSTKO co Olivier dla mnie uszyje, ale nie oszukujmy się, każdy czasem lubi nieco skoczyć w bok. Dlatego czasem szukam idealnego wypośrodkowania, aby oboje byli zadowoleni, a ja, choć na chwilę, nie musiała się martwić o nasze stosunki. I tak krojem sukienki punktuję o Hedi'ego, a kolorowymi paskami nadrabiam relację z Olivierem (kto nie wiem, o której kolekcji mówię, to odsyłam do zdjęć na stornie Elle i kolekcji Balmain wiosna - lato 2015, o TUTAJ). Skarg jeszcze nie było, zatem myślę, że ego obydwóch panów jest na odpowiednim poziomie. I bardzo dobrze, w końcu jesień się zbliża ;)

środa, 19 sierpnia 2015

dwie torebki

 bluzka New Dress | spódnica Mohito | szpilki Deezee | torebka H&M | zegarek Cluse via Time&More

Po poziomych paskach przyszła pora na pionowe. A pionowe paski potrafią zdziałać cuda w niejednej stylizacji. O ile na poziome należy czasem uważać, by nie wyrządzić sobie wizerunkowej krzywdy (źle dobrana szerokość pasków i ich gęstość potrafią nieźle namieszać w odbiorze wizualnym naszej figury), o tyle pionowe paski są dość bezpieczne. Osobiście należę do osób niskich i taki ich układ odpowiada mi w 100%. Wszelkie pionowe linie, przechodząc przez wzory na ubraniu, lamówki, rzędy guzików, zamki, czy nawet linie, które tworzą rozpięte kardigany, koszule itp., optycznie nas wydłużają. Zatem chyba już jest zrozumiałe, dlaczego to właśnie pionowe paski są znacznie bezpieczniejsze od tych poziomych ;)
Odkryte ramiona i długość maksi z pewnością Was już nie zaskakują. Kolejny zestaw w stylu, który lubię najbardziej. I oczywiście kolejny raz jest lekko i eterycznie, czyli tak, jak sobie zawsze wyobrażałam letnie stylizacje (już dumam, co pocznę jesienią i zimą). A do całości taki mały bonus, jeśli w ogóle mogę tak to określić. Nie mogłam zdecydować się z którą torebką pokazać Wam ten zestaw, zatem pokazałam z dwoma. Obie wersje bardzo lubię. I z poszczególną torebką zestaw ten nabiera nieco innego charakteru. Co mogę dodać na koniec? Że śmiało bym wyszła w takim zestawie na poranną kawę dobierając torebkę na łańcuszku, jak i wieczorem na drinka zamieniając "dzienną" torebkę na te cekinową ;)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

khaki&paski

 sukienka New Dress | koszula no name | torebka Paulina Schaedel | szpilki Deezee 

Powroty z wakacji nigdy nie są proste, o czym już wspominałam przy jednym z poprzednich wpisów. Ten stan umysłu, jaki towarzyszy mi podczas wyjazdów dalece odbiega od tego, który jest dzielnym towarzyszem na co dzień (choć bardziej mam wrażenie, że to ja się z nim męczę, niż on ze mną; łatwiej byłoby mieć poukładane we łbie). Na tydzień lub dwa wyłączam kompletnie jakiekolwiek troski. Zmieniam sposób podejścia do życia, bycia, jedzenia, funkcjonowania, oddycha i, jak to oczywiście na szafiarę przystało, ubierania. Wyjazdy to czasem okres, w którym choć zachowuję swój własny styl, to jednak potrafię sama siebie zadziwiać. Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale są czasem ubrania, na które bym się nie zdecydowała jeśli chodzi o bytowanie w mieście, stają się numerem jeden, gdy ląduję nagle za granicą. Momentalnie odbija mi palma i zastanawiam się, czy te ciepło jest zdrowe na moje racjonalne myślenie. Z pewnością w ogromnym procencie nie. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy - takie wakacje to zazwyczaj dwa tygodnie w roku, a przerwa w racjonalnym podejściu do życia, do każdego aspektu życia, często się przydaje, nawet jeśli rozchodzi się o te głupie ubieranie. Możecie mi wierzyć lub nie, ale aktualnie myśląc o kolejnej podróży, siedzę i wertuję sklepy z ciuchami. I nie, nie skupiają mojej uwagi szyfonowe sukienki czy plisowane spódnice (które są tak charakterystyczne, jeśli chodzi o mój styl), a wszystko, co jest koronkowe i hippie. Tak, totalnie oszalałam. Bo choć powyżej pokazuję się również w letnich hitach, czyli nigdy niewychodzących z mody paskach i kolorze khaki (w dodatku moja koszula jest transparentna, co jest kolejnym trendem lata), to po głowie chodzą mi sukienki i kombinezony w etniczne wzory. A jak nie w etniczne wzory, to koronkowe. Wszystko koronkowe. Sukienki koronkowe, kombinezony, bluzki, szorty. I zadaje sobie pytanie, jak to wszystko do mnie pasuje? O ile kiedyś mnie to nurtowało, o tyle pewnego dnia zrozumiałam, że mój styl charakteryzuje zmienność. Lubię tych kilka różnych wersji mnie. I choć wiem, że są jeszcze rzeczy, których z pewnością bym nie nałożyła, bo kompletnie nie pasują do mojej osobowości (tak, to jak się ubieramy wynika z tego, jacy jesteśmy), to jednak jestem w stanie dać sobie upust i wskoczyć w te koronki. Ale to nie tym razem, bo jak już wyżej wspomniałam, takie rzeczy dzieją się głównie na wakacjach, a przecież wróciłam do miasta. Zatem przemycam namiastkę hippi w miejskiej stylizacji, a koronki? Kto wie, może któregoś razu pojawią :)

piątek, 14 sierpnia 2015

off shoulder

 bluzka TUTAJ | spódnica sh | torebka Paulina Schaedel | bransoletki H&M, House of Mima | klapki H&M


Ostatnio doszłam do wniosku, że jestem dziwna i skora do modowych poświęceń, a tekst, który nieraz przeczytam w Internecie: chcesz wyglądać modnie, to niestety musi być niewygodnie, pasuje do mnie idealnie (choć nie staram się na siłę wyglądać modnie i nie podążam ślepo za trendami, czyt. nie wcielam każdego trendu w mój styl i również nie zależy mi na odwzorowywaniu sylwetek z pokazów; tak dla przypomnienia)(a, i z reguły zdanie te tyczy się noszenia szpilek).
 
Mam obsesję na punkcie rzeczy, które są cholernie niepraktyczne, ale za to robią szał. Oczywiście, w trakcie ich wyboru czy podczas zakupu niekoniecznie o tym myślę, a przypominam sobie o tym fakcie dopiero po wyjściu z domu i napotkaniu pierwszych trudności. I do tych niepraktycznych, ale w moich oczach jakże szałowych rzeczy, z pewnością należą ubrania "off shoulder" (przecież fajnie jest ciągle poprawiać dekolt), maksi spódnice/sukienki (odlotowo jest się zaplątać we własne ubranie goniąc autobus), małe torebki (nie, wcale nie potrzebuję miliona rzeczy i nie noszę dodatkowo szmacianej torby...) i pomadka na ustach (ok, nie tym razem, jednak dość często gości na moich ustach i jest niepraktycznym niezbędnikiem dla efektu :D)(Ile razy rezygnowałyście z jedzenia lub napoju na rzecz utrzymania kolory na ustach? No właśnie...). Nie robię tego celowo, na zasadzie o, nie lubię tych rzeczy, ale się w nie ubiorę, bo modnie, bo fajnie, bo ładnie, bo coś tam jeszcze. Ja je szczerze UWIELBIAM. I choć nieraz pomyślę no tak, mogłam to przewidzieć, że ten rękaw będzie mi podchodził do góry to i tak jestem dalej totalnie zauroczona danym ubraniem. Mało tego, trafia ono na listę ulubieńców. Czy to nie jest dziwne? Jasne, że jest. Ale zaraz, przecież jestem kobietą, co może tłumaczyć moje dziwadła :D 

Jednak, jak już wspomniałam, nie wyobrażam sobie garderoby bez tych rzeczy. Bo nic piękniej i subtelniej nie odsłania kobiecego ciała jak właśnie ubrania "off shoulder". Długości maksi, w moim mniemaniu, są niesztampowym rozwiązaniem i przez to, jak się układają na ciele i poruszają się z wiatrem nadają stylizacjom nietuzinkowego charakteru. Małe torebki są zawsze uroczym i niesamowicie stylowym dodatkiem (w końcu znalazłam swoją idealną torebkę w kolorze khaki, Paulina Schaedel jak zawsze niezastąpiona!). I choć przez pomalowane usta nieraz zrezygnowałam z kolejnej kokosowej Princessy, to jednak w przypadku mojego makijażu, mocny kolor na ustach jest niezastąpiony, bez względy na to, jakie arcydzieło miałabym na powiekach ;)

środa, 12 sierpnia 2015

myślami na wakacjach

 kombinezon Pimkie | narzutka New Dress | torebka Pimkie | trampki Converse

Myślami jeszcze jestem w Turcji. Żyję ichnim czasem, posiłkami i zajęciami. 
Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja zawsze tydzień po powrocie z takich wakacji nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. To trwa dokładnie tydzień, aż myślami przejdę każdy dzień tygodnia co bym robiła, gdybym tam była, aż dojdę do dnia wyjazdu - "o, o tej porze siedziałam już w samolocie" i nagle wracam na ziemię. Powrót do rzeczywistości nie należy do prosty głównie dlatego, że jestem osobą emocjonalną i łatwo przywiązuję się zarówno do ludzi, jak i do miejsc.
I tak, będąc już w Białymstoku, wstaję o 7 (nie jestem w stanie dłużej spać) i pierwsze, co robię, to dodaję godzinę do naszego czasu od razu analizując co bym w danym momencie robiła na wyjeździe. Wiem, sama sobie utrudniam powroty do normalności, ale ja chyba lubię tak żyć w innym świecie, który kreuję sobie w głowie (mam tak od dziecka). W dużym procencie jest to przejaw tęsknoty za tymi beztroskimi chwilami. Tęsknoty za czymś innym, za czymś nowym i za energią, która przepełniała tamto powietrze i ładowała moje akumulatory na maksa. 

Cóż, wszystko się kiedyś kończy. Czas szybko leci, a do soboty zostały już tylko dwa dni. Mam nadzieję, że i tym razem lądowanie będzie znacznie łagodniejsze niż pierwszego dnia ;)

niedziela, 9 sierpnia 2015

street style - boho klimaty

 sukienka Zara | torebka Stradivarius | sandały Mango | bransoletka Altra Dea couture 

zdjęcia: matka pollka  

Przemycam nieco klimatów boho do miasta (choć przyznam, że jak patrzę na stylizację, to odnoszę wrażenie że świetnie pasowałaby do klimatów Santorini, a zdjęcia dają odczucie, jakby zostały uchwycone w Barcelonie), a pomaga mi w tym Pola (która kiedyś prowadziła ze mną Neonową) i Kasia (Kasia, która malowała mnie do jednej z ostatnich sesji). Zabieg niezbyt celowy, ale przecież nie wszystko musi być zaplanowane. A, że osobiście uwielbiam zdjęcia mody z ulicy, tzw. streetstyle, to tym bardziej nie miałam oporów, aby wrzucić nasze wspólne ;)

Zakochałam się w tym stylu tego lata i wiem, że się powtarzam, ale musiałam jeszcze raz. Zawsze zachwycały mnie boho stylizacje, które widziałam w Internecie, jednak wiedząc, że nie czuję się w tym trendzie świetnie, sama po takie zestawy nie sięgałam. Towarzyszyła mi zawsze myśl, że nie będę w nich sobą i powinnam sobie odpuścić. I albo się myliłam, albo musiałam "dorosnąć" do tego stylu. Z pewnością duży wpływ miały oglądane przeze mnie inspiracje, kolekcje projektantów, ale także jedna kobieta, którą obserwuję na Instagramie (KLIK), która sprawiła, że patrząc na każdy jej look, dostaję zawrotów głowy i natychmiast mam ochotę ubrać się jak ona! Co ciekawie, przeglądając ostatnio jej profil zauważyłam, że ma te samą sukienkę co ja powyżej :D

A w stylizacji powyżej upiekłam trzy pieczenie na jednym ogniu. Numer jeden - styl boho, numer dwa wiązane sandałki i numer trzy odkryte ramiona.
Sandałki różnych wersjach kolorystycznych i o różnym sposobie wiązania, znalazły się na wybiegu u takich projektantów jak: Chloe, Valentino (akurat moje są najbardziej zbliżone do propozycji tego domu mody), Chanel, Boss, Gianvito Rossi czy Alexander McQueen.
A jeśli chodzi o ramiona - kombinacji było wiele. Bo wśród pokazowych sylwetek można zobaczyć kolorowe lub czarno - białe crop top'y, bluzki o bardziej eleganckim charakterze, letnie tuniki, czy nawet wieczorowe suknie. Nie ma się co dziwić, że takie domy mody jak Balenciaga, Balmain, Unique, Michael Kors, Zac Posen, Pascal Millet, Vivienne WestWood Red Lebel, czy Wihstles postawili na odkryte ramiona, gdyż jest to bardzo kobiecie i subtelne pokazania części ciała. Myślę, że jest to jeden z najsilniejszych trendów, czego dowodem są propozycje sieciówek, bądź stylizacje blogerek. I ja się z tym trendem zaprzyjaźniłam i cóż mogę na koniec dodać? Można być ubranym trendy, ale nie kolidując z własnym stylem. W jednej stylizacji możemy równie dobrze zawrzeć wszelkie trendy sezonu i póki czujemy się w niej dobrze, to znak, że idealnie wpisała się w nasz styl ;)